FoolArt

Bohater o tysiącu twarzy – różne oblicza persony

Łacińskie słowo persona, odnosi się do masek teatralnych, które aktorzy nosili w starożytnej Grecji i Rzymie. Carl Gustav Jung przejął ten termin. Jungowska persona jest maską, którą pokazujemy światu, naszą zewnętrzną osobowością, przez którą postrzegają nas inni. Nasze życie jest niczym teatralna sztuka, w której wcielamy się w rolę głównego aktora i często chowamy nasze prawdziwe oblicze pod społecznymi maskami. Przez ten sam pryzmat patrzymy też na innych ludzi.

Dojrzała persona powinna wyrażać naszą autentyczną indywidualność i niepowtarzalność, a nie być sztucznie wypracowanym tworem, czy też wyobrażoną tożsamością. Człowiek XXI wieku został opętany na punkcie złota. Agencje reklamowe prześcigają się w tworzeniu wizji szczęśliwego życia, w którym nie brakuje piękna, pieniędzy i seksu. Na piedestale stawia się postacie celebrytów – aktorów, sportowców, czy też piosenkarzy. Społeczeństwa z zapartym tchem obserwują życie swoich idoli, marząc o tym, żeby móc doświadczyć tego, co oni, chociażby przez jedną chwilę. Młodzi ludzie pragną kariery, sławy, miliona na koncie przed trzydziestką, jednak w całej tej gonitwie gubią swoją prawdziwą tożsamość. Pochłania ich disneylandowska wizja szczęścia, która każe im wierzyć, że nie ma czegoś takiego, jak śmierć, choroba, ubóstwo, czy cierpienie. Szukają złota w świecie zewnętrznym, zapominają jednak o tym, że alchemiczna tynktura była przede wszystkim złotem wewnętrznym – duchowym.

Maski wykorzystywane były również w praktykach magicznych. Związane były z procesem przemiany. Inicjowany wkładał maskę personifikującą stan, do którego aspirował. Celem było rozbudzenie w sobie sił, które pozwoliłyby umrzeć dawnemu „Ja” i narodzić się nowej osobowości. Człowiek będąc tym kim jest , pragnie zmiany. Żeby ta jednak mogła nastąpić musi zacząć, niczym aktor odgrywać rolę, do której aspiruje. Z czasem gra aktorska stanie się tak naturalna, że maska, którą człowiek włożył wtapia się w jego osobowość – staje się częścią jego osoby. Dokładnie taką funkcję pełniły rytuały magiczne, w których poprzez odpowiedni nastrój, muzykę, stroje, a także konkretne gesty i słowa, rozbudzano w inicjowanym archetypową energię stanu, do którego aspirował. Rytuały te były często rytuałami śmierci. Inicjowany musiał symbolicznie umrzeć i narodzić się na nowo. Można to porównać do wędrówki Słońca, które musi zejść do podziemi, żeby następnie powrócić odrodzone w świetle poranka.

„Jesteśmy i nie jesteśmy zarazem – życie jest ciągłą zmianą, jest ciągłym rodzeniem się i śmiercią.”, Heraklit z Efezu

Ciekawy obraz naturalnej przemiany można dostrzec w procesie przepoczwarzania się larwy w pięknego, dostojnego motyla. Pamiętać trzeba, że natura ma swoje własne rytmy, których nie można na siłę zmieniać. Przemiana następuje dokładnie wtedy, kiedy ma nastąpić, nie można przyśpieszyć, ani spowolnić tego procesu. Dokładnie tak samo wygląda to u człowieka. Opisany przez Junga proces indywiduacji (realizacji życiowego powołania i świadomego kierowania się jednostki w stronę mniej lub bardziej wyraźnego celu – sensu życia), podlega wewnętrznej konieczności. Natura człowieka, wymusza na nim podjęcie pewnych działań i decyzji. Jednostka, która wstąpi na tą drogę nie może z niej zawrócić. Mądrość życiowa, która jest następstwem podążania właściwą ścieżką, pozwala dostrzec siebie i świat z całkiem nowej perspektywy. Bohater mógłby wrócić do stanu, w którym był wcześniej, jednak zdaje sobie sprawę, że jego przeznaczenie prowadzi go w całkiem innym kierunku. Przekraczając pierwszy próg podjął decyzję i choćby chciał, nie czułby się dobrze wracając do dawnych schematów myślenia, czy też działania.

Przykładem postaci, która doświadcza tego typu przejścia jest Neo z Matrixa. Szary pracownik korporacji – Thomas Anderson, zamknięty w biurowym boksie poszukuje odpowiedzi na nurtujące go pytania, dlatego po pracy wciela się w hakera Neo, próbującego zrozumieć, czym jest Matrix. Chęć znalezienia odpowiedzi jest tak silna, że nie może spać po nocach. Nagle w jego życiu pojawia się Morfeusz (grecki bóg snów) i pokazuje mu, jaka jest prawdziwa natura rzeczywistości. Poprzedzone jest to dokonaniem przez Neo wyboru – czerwona pigułka reprezentuje tutaj ogień – aktywną energię, prowadzącą do przemiany. Niesamowicie istotne są słowa Morfeusza: „Jedyne, co oferuję to prawda, nic więcej”. Moment przebudzenia jest dla Neo momentem szoku. Prawda na temat rzeczywistości okazuje się na tyle bolesna i przytłaczająca, że bohater broni się przed jej zaakceptowaniem. Iluzje na temat tego, czym było jego dotychczasowe życie, rozwiewają się, niczym pył na wietrze. Dla Neo nie ma już drogi powrotu, przekroczył on próg i wstąpił na drogę indywiduacji. Człowiek nieświadomy tego kim był odszedł i narodziła się istota świadoma. Dalsze losy Neo pokazują w jaki sposób odkrywa i realizuje swoje prawdziwe powołanie.

„W każdym z nas jest ktoś kogo nie znamy. Przemawia do nas w snach i tłumaczy że widzi nas zupełnie inaczej, niż my siebie.”, Carl Gustav Jung

Ludzie bardzo często próbują ukrywać swoją prawdziwą naturę w ścianach „biurowego boksu”. Obawiają się podążyć drogą bohatera – ścieżką życia, która stawia jednostce wyższe wymagania i domaga się od niego odkrycia i realizacji naturalnych potencjałów. Wolą bezpieczne życie, w którym większość zmian można przewidzieć. Zakładają oni dziesiątki masek, poprzez które upewniają siebie i świat, że wszystko jest w porządku, tymczasem głęboko wewnątrz nich burzą się potężne siły psychiczne, dla których zmiana jest czymś koniecznym. Przeszkody i wyzwania życiowe, to okazje, które pozwalają wyrzeźbić dojrzałą osobowość. Stwarzają one warunki, do zrzucenia niedojrzałych masek i dokonania przemiany wewnętrznej. Przejście ze stanu A do stanu B wymaga od nas założenia maski, która będzie reprezentowała nasze cele i aspiracje (stan B). Jeżeli faktycznie chcemy dokonać transformacji będziemy musieli na jakiś czas wcielić się w aktora, który odgrywa rolę, reprezentującą stan docelowy. W pewnym momencie okaże się, że stan B jest już czymś naturalnym, a my nie musimy używać maski, ponieważ stała się ona częścią naszej osobowości.

Ta inicjacyjna funkcja maski jest nieświadomie wykorzystywana przez guru rozwoju, którzy uczą, w jaki sposób wizualizować, afirmować, czy też pobudzać w sobie energię potrzebną do osiągnięcia swoich celów. Człowiek, któremu nie odpowiada jakość jego obecnego życia, chce zmiany. Buduje sobie mentalny obraz tego, czego pragnie, nasyca go emocjami i każdego dnia walczy ze sobą, żeby zmienić swoje działania, tak by pasowały one do wizji siebie z przyszłości. Czy jest to droga naturalna? Wszystko zależy od tego, czy cel, do którego dana jednostka zmierza, jest spójny z jej naturą. Jeżeli tak, to jest to świetny sposób na wprowadzenie zmian w jej życie. Problemy pojawiają się, gdy zaczniemy realizować cele, które nie są nasze, przy okazji gubiąc swoją własną tożsamość.

Większości osób znana jest historia Doriana Graya. Młody i piękny młodzieniec, który odziedziczył fortunę po zmarłym dziadku przyjeżdża do Londynu i dość szybko wpada w dystyngowane kręgi. Zafascynowany jego urodą malarz Basil Hallward, tworzy portret chłopaka, który uznaje za swoje największe dzieło. Wszyscy oczarowani są postacią młodego panicza. Pod swoje skrzydła bierze go, cyniczny lord – Henry Watton. Naiwny chłopak zaczyna ślepo wyznawać hedonistyczną filozofię swojego mistrza, w której liczy się tylko rozkosz, młodość i piękno, a każdą żądzę należy zaspokoić bez względu na konsekwencje. Dorian wypowiada życzenie, żeby jego portret starzał się zamiast niego. Nieświadomie zawiera pakt z diabłem. Zakłada on maskę, którą podsunął mu jego mentor i daje się pochłonąć swoim żądzom, co doprowadza go do utraty wszelkich skrupułów. Na zewnątrz – wiecznie piękny, młody, podziwiany przez innych, pożądany przez kobiety, natomiast wewnątrz kryjący demoniczną tajemnicę. Portret , który zapewnia mu wieczną młodość, pokazuje jego prawdziwą – mroczną twarz. Szpetota duszy Doriana jest wręcz przerażająca. Za wszelką cenę chce ją ukryć przed światem, dlatego trzyma obraz zamknięty na klucz i w momencie, gdy Basil chce go zobaczyć, dokonuje aktu morderstwa. Maskuje przed wszystkimi prawdę na temat tego, kim faktycznie jest.

Historia Doriana powinna być przestrogą dla ludzi, których ogarnął kult ciała i wiecznej młodości. Osoby takie całe dnie spędzają na siłowniach i w salonach piękności. Na piedestale stawiają swój wygląd i to, w jaki sposób będzie widziało je otoczenie. Często poza pięknym opakowaniem nie mają nic więcej do zaoferowania. Ich dusze są puste i próżne, dbają tylko o to, co na zewnątrz. Dla tego typu ludzi, pielęgnowanie maski, którą założyli, staje się celem ich egzystencji. W jednej z wersji baśni „Kopciuszek”, przybrane siostry w momencie przymierzania pantofelka dokonują samookaleczenia. Jedna z sióstr odcina sobie piętę, natomiast druga duży palec u nogi, tylko po to, żeby oszukać księcia i zostać jego żoną. Analogiczne sytuacje możemy zaobserwować wśród celebrytów, których obsesja na punkcie wiecznej młodości prowadzi często do fatalnych w skutkach operacji plastycznych, które zamiast upiększać, oszpecają ciało. A wszystko po to, żeby uciec przed starością – która zamiast być kojarzona z mądrością i doświadczeniem życiowym, jest dzisiaj wiązana ze śmiercią i szpetotą. Ciało jest świątynią duszy i należy o nie dbać, jednak stawianie go na piedestale prowadzi na manowce.

„Człowiek nie jest duszą używającą ciała, lecz kompozycją duszy i ciała.”, Tomasz z Akwinu

Facebookowy profil to nic innego, jak nowoczesne przedstawienie ludzkiej persony. To tutaj ludzie wrzucają zdjęcia i wpisy, poprzez które komunikują światu, kim są. Każdemu bardzo zależy na tym, żeby pokazać się, w jak najlepszym świetle. Poprzez zdjęcia i inne rzeczy, które udostępniają starają się pokazać swoją osobowość. Narzędzie jest świetne, jednak bardzo łatwo stracić umiar w jego używaniu. Ilość znajomych na Facebooku nie musi wcale świadczyć o tym, że dana osoba świetnie radzi sobie w relacjach interpersonalnych. Zdjęcia ze wspaniałych wycieczek, czy też drogich restauracji nie są równoznaczne z tym, że ktoś posiada dużo pieniędzy. Często facebookowy profil nijak ma się do tego, kim dana osoba jest w rzeczywistości. Wielką cnotą jest umiejętność dbania o swoją prywatność w mediach społecznościowych. Niestety ilość wartościowego kontentu jest wciąż niewielka. Ludziom zależy bardziej na tym, żeby się pokazać niż podzielić się czymś naprawdę ciekawym i inspirującym. Pijackie zdjęcie z imprezy zazwyczaj zbiera więcej lajków, niż mądry cytat, czy komentarz naszego znajomego, w którym wyraża swoją opinię na jakiś istotny dla niego temat. Wielkim niebezpieczeństwem internetowego świata jest to, że relacje pomiędzy ludźmi stają się coraz bardziej wirtualne.

Życie porównać można to wielkiego balu maskowego, którego uczestnicy skrywają swoje oblicza za wspaniałymi weneckimi maskami, które reprezentują personę (zewnętrzną osobowość, którą człowiek pokazuje innym). Słyszymy głos partnera tańca, dotykamy jego ciała, jednak nie wiemy, z kim mamy do czynienia, ponieważ jego oczy są ukryte. Dopiero zdjęcie maski pozwala dostrzec głębię osobowości, dlatego mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Z tego powodu, grecka sentencja, wyryta w świątyni Apollina w Delfach zyskuje dzisiaj wielką moc. Gnothi seauton – poznaj samego siebie.

Warto zastanowić się nad sensem życia. Spojrzeć na swoje dotychczasowe decyzje i ich konsekwencje, spróbować wniknąć w naturę naszych wyborów. Czy działaliśmy zgodnie z naszą naturą, czy też może próbowaliśmy robić coś wbrew samym sobie, żeby pokazać się innym w jak najlepszym świetle. Najważniejszą zasadą życia jest podążanie własną drogą, a wiąże się to z tym, że nie możemy zdradzać samych siebie. Maski, które próbują zabrać nam naszą indywidualność i niezależność powinny zostać roztrzaskane. Z drugiej strony będąc częścią wspólnoty powinniśmy umieć uszanować pewne konwencjonalności w niej panujące. Persona powinna podkreślać naszą prawdziwą naturę i jeżeli jej częścią jest dbanie o ciało, to nie powinniśmy traktować tego, jako czegoś złego. Wszystko wymaga jednak umiaru i jako osoba podążająca drogą indywiduacji, powinniśmy znaleźć równowagę pomiędzy światem wewnętrznym, a tym, co na zewnątrz. Przede wszystkim jednak działać zgodnie z własną naturą – podążać za głosem intuicji – serca, korzystając jednocześnie z mocy rozumu, dzień po dniu pozbywając się fałszywych masek, które nie pozwalają nam realizować swoich potencjałów. Okoliczności wymuszają na nas, żebyśmy w trakcie naszego życia przymierzyli tysiące masek. Sekret polega na tym, żeby roztrzaskać te, które są sprzeczne z naszą naturą.